Akwarystyka morska jest w Polsce stosunkowo młodą dziedziną handlu. Jej początki można datować na lata 90., jednak większa dostępność sprzętu i zwierząt to okres ostatnich dziesięciu lat. Przez ten czas akwarystyka morska obrosła w szereg uprzedzeń i mitów, które pokutują aż do dnia dzisiejszego. Z czego to wynika?
MIT nr 1 – DROGIE HOBBY
Co jest niezbędne, aby prowadzić efektywną sprzedaż żywych zwierząt morskich? Proponuję wydzielić do tego celu trzy zbiorniki w sklepie i jeden na zapleczu. Zbiorniki w sklepie mogą być połączone ze sobą, co pozwoli zmniejszyć ilość osprzętu. Akwarium na zapleczu będzie pełniło funkcję zbiornika kwarantannowego lub ewentualnie leczniczego i nie powinno być połączone z poprzednimi. Do tego celu wystarczy akwarium o pojemności ok. 50-100 litrów. Jako akwaria sklepowe proponuje trzy zbiorniki po ok. 200 litrów, o wymiarach 100 x 50 x 40 cm. Woda z najwyższego zbiornika przelewa się do niższego i najniższego, przelew należy zabezpieczyć specjalnym grzebieniem przelewowym lub siatką plastikową, aby uniknąć blokowania spływu przez organizmy. Jeśli stojak jest wystarczająco wysoki, to na samym dole ustawiamy zbiornik na osprzęt, tzw. sump, w którym umieścimy wszystkie urządzenia. Możemy też postawić go obok stojaka lub nawet w innym pomieszczeniu.
Odpieniacz i grzałka
Do niezbędnego wyposażenia zestawu należy odpieniacz, niezbędna jest też grzałka z termoregulacją. W sumpie możemy umieścić też pewną ilość „żywej skały”, czyli wapieni porośniętych mikrofauną i florą – to najistotniejszy filtr biologiczny w akwarium – którą będziemy mogli z tego zbiornika sprzedawać swoim klientom. Do dolewania odparowanej wody potrzebny będzie filtr odwróconej osmozy (RO), jednak - jak sądzę - w większości sklepów z rybami słodkowodnymi to urządzenie juz jest „na etacie”. Do oświetlania zbiorników wystarczą dwie świetlówki wysokoenergetyczne typu T5 na wspólnej belce oświetleniowej. Pompa główna – przepompowuje wodę z najniższego zbiornika do najwyższego. Zbiornik kwarantannowy powinien mieć osobny osprzęt, ponieważ zwierzęta będą tam przebywać przez krótki czas. Zakup miernika zasolenia (np. pływającego szklanego areometru) kilku testów i zestaw makro- i mikroelementów dopełniają całości wyposażenia.
Ilość zbiorników
Dlaczego trzy? Będziemy prowadzić sprzedaż z naszych zbiorników, musimy więc rozdzielić zwierzęta z uwagi na ich charakter.
Akwarium nr 1 – przeznaczymy je na bezkręgowce osiadłe, czyli koralowce miękkie, twarde oraz ukwiały (choć te ostatnie trudno zaliczyć do całkiem osiadłych). W akwarium tym mielibyśmy duży problem z wyłapywaniem ryb, mogą się tam jednak znaleźć, np. jeżowce, strzykwy i inne bezkręgowce, które nie będą chować się wśród koralowców.
Akwarium nr 2 – w zbiorniku tym będą przebywać delikatne, łagodne ryby morskie oraz bezkręgowce „mobilne”, czyli krewetki, wężowidła, ślimaki. W akwarium powinno znaleźć się też kilka skałek, aby ryby nie były zestresowane. Ich ilość jednak nie może utrudniać odławiania ryb.
Akwarium nr 3 – powinny się tu znaleźć ryby drapieżne. Są bardzo efektowne, jednak nie można ich łączyć z mniejszymi rybami, gdyż potraktują je jak swój obiad.
Zestaw trzech zbiorników będzie prezentował dość bogatą ofertę zwierząt morskich, zachowując przy tym swój dekoracyjny charakter. Jeśli sklep jest duży, można założyć dodatkowy zbiornik o charakterze dekoracyjnym, który byłby zachętą dla kupujących.
MIT nr 2 – DUŻO PRACY
Czy akwarium morskie wymaga pracy? Przeanalizujmy więc czynności potrzebne do utrzymania akwarium w dobrej kondycji: Uzupełnianie wody odparowanej poprzez dolanie wody z RO - to czynność codzienna. Paruje woda, sól nie odparowuje, w wyniku tego procesu zasolenie wody rośnie aż do poziomów letalnych, których nie wytrzyma żaden żywy organizm. Skoki zasolenia są też szkodliwe dla koralowców, tu jednak codzienna kontrola wystarczy w zupełności. Czyszczenie przedniej szyby oraz kontrola zdrowia zwierząt – to standard w każdym sklepie. Uzupełnianie słonej wody po sprzedaży zwierząt – wiele osób zapomina, że sprzedajemy zwierzęta razem z wodą słoną i dolewając osmotycznej, zmniejszamy zasolenie. Trzeba więc pamiętać o dolewaniu słonej wody! Podmiana wody słonej na świeżą słoną – do 20 procent, raz w tygodniu, Wylewanie odcieku z odpieniacza – raczej nie należy dopuścić, żeby skondensowane białko przelało się z powrotem do akwarium. Tu wystarczy codzienna kontrola. Wymiana świetlówek – ideałem byłoby wymienić je raz na pół roku. Świetlówki tracą swoje pierwotne widmo i koralowce będą się odbarwiać przy coraz gorszym oświetleniu. Karmienie zwierząt – codziennie, a drapieżniki maksymalnie dwa razy w tygodniu. Jeden dzień w tygodniu możemy nie karmić ryb. Kontrola parametrów wody – na początku co tydzień, potem, gdy nabywamy doświadczenia, termin ten można wydłużyć.
MIT nr 3 – WSZYSTKO PADNIE
To mit, z którym walczyć najtrudniej. Jeśli wchodzimy do sklepu, gdzie od drzwi uderza fetor niezmienianej ściółki dla gryzoni, to zapewne twierdzenie to jest słuszne. W takim sklepie po pierwsze, wszystko padnie, bo wymiana ściółki jest mimo wszystko mniej kłopotliwa, a po drugie, potencjalny klient i tak cofnie się od drzwi. W miarę nabierania doświadczenia, straty w zwierzętach będą sporadyczne, jednak na początku trzeba założyć ubytki na poziomie ok. 10 proc., które będą wynikać przede wszystkim ze złego doboru ryb do tego samego akwarium. Problem ten można zminimalizować, kupując towar u jednego dostawcy, który będzie wiedział, co do danego akwarium można jeszcze dodać. Nie powinno się też zaczynać od najtrudniejszych koralowców i ryb.
MIT nr 4 – JA SIĘ NA TYM NIE ZNAM
To już czysta demagogia wynikająca z lęku przed nowością. Dwadzieścia lat temu na akwarystyce morskiej znało się tylko kilka osób. Dzisiaj sieć sklepów z morszczyzną jest już spora i ich liczba cały czas rośnie. Oczywiście, są pewne trudności. Większość zwierząt nie ma nazw polskich, wymyślanie im nazw potocznych jest niepoważne i źle świadczy o sprzedawcy. Zakładając jednak, że na początku będziemy mieli w ofercie kilkanaście różnych zwierząt, to nauka nazw łacińskich nie jest już taka straszna. W miarę zwiększania oferty nasza wiedza będzie się poszerzać, a uzyskamy ją, w której będziemy kupować towar, zawsze możemy skorzystać z Internetu i podeprzeć się fachową literaturą.
Co z pozytywami?
Mówiliśmy już o lękach i kosztach, pora zająć się pozytywami, jakie wynikną z rozszerzenia działalności o akwarystykę morską. Po pierwsze, zwiększamy swoją ofertę o całkowicie nowy dział. Jeśli dodamy do tego na początek podstawowy sprzęt, chemię oraz pokarmy, okaże się, że nasza oferta wzrosła dość znacznie. Kwestia druga to konkurencja. Wyobraźmy sobie dwa sklepy na tej samej ulicy oferujące mniej więcej ten sam asortyment. Jeśli jeden z nich wprowadzi do sprzedaży morskie organizmy, będzie uchodził za bardziej profesjonalny od konkurenta. Poza tym, sklep, w którym będzie „Nemo”, chętnie odwiedzą dzieci, przyprowadzając swoich rodziców, a ci nawet jeśli nie zechcą inwestować w morskie akwarium, mogą, np. kupić karmę dla psa czy kota, skoro przekroczyli już próg sklepu.