Towar, który ginie

Produkty niewielkich rozmiarów, brak zabezpieczeń elektronicznych, kilkunastoosobowa kolejka do kasy – przyciągają złodziei również do sklepów zoologicznych. Pytanie, jak potężnym ciosem dla tych placówek są deficyty spowodowane ginącym towarem? Przecież straty poniesione podczas kradzieży pociągają za sobą dodatkowy koszt związany z zatrudnieniem ochrony czy kupnem sprzętu elektronicznego

Produkty niewielkich rozmiarów, brak zabezpieczeń elektronicznych, kilkunastoosobowa kolejka do kasy – przyciągają złodziei również do sklepów zoologicznych. Pytanie, jak potężnym ciosem dla tych placówek są deficyty spowodowane ginącym towarem? Przecież straty poniesione podczas kradzieży pociągają za sobą dodatkowy koszt związany z zatrudnieniem ochrony czy kupnem sprzętu elektronicznego

Gdyby nie kradzieże i pomyłki...

Z informacji podanych w II Światowym Raporcie o Kradzieży w Handlu Detalicznym, przygotowanym przez brytyjski instytut Centre for Retail Research, wynika, że polskie sklepy tracą najwięcej w całej Europie Środkowej. Gdyby nie kradzieże i pomyłki, ich przychody w 2008 roku byłyby o ponad 1,1 mld euro wyższe (w 2007 r. wartość ta równa była 1,2 mld euro). Ginące towary to problem, z którym borykają się także sklepy zoologiczne. Mimo że polscy sprzedawcy ze tych placówek nie zauważyli gwałtownego wzrostu kradzionych produktów, właściciele sklepów szukają coraz to lepszych zabezpieczeń. – Oczy dookoła głowy to dziś za mało – przyznaje Marcin Lewandowski z bydgoskiego sklepu zoologicznego Aligator.

W sklepie zawsze coś ginie

Sprzedawcy przyznają, że trudno dziś znaleźć sposób na to, aby dobrze zabezpieczyć cały asortyment w sklepie. Chociaż elektroniczne chipy skutecznie ochraniają większe produkty, rozwiązanie to nie sprawdza się w przypadku drobnych przedmiotów. – Wystarczy chwila nieuwagi, a kolba dla ptaków czy saszetka z mokrą karmą dla kota ląduje w kieszeni złodzieja – opowiada Marcin Lewandowski. Ludzie bywają niezwykle pomysłowi. W pierwszej kolejności szukają miejsca, które ukryte jest przed wzrokiem sprzedawcy lub nie zostało objęte zasięgiem monitoringu. Później chowają produkty pod ubranie lub wyłamują paski magnetyczne. Joanna Sadło, koordynator sklepów Zoo Karina, przyznaje, że niewielkie gabaryty ginącego towaru utrudniają złapanie złodzieja na gorącym uczynku. – Braki w zaopatrzeniu zazwyczaj wychodzą podczas inwentaryzacji. Pracownicy sklepu odnotowują puste pudełka po filtrach czy brakujące saszetki z mokrą karmą. Jednak zatrzymanie złodzieja w trakcie kradzieży nie zdarza się często – dodaje. Zatem czy istnieje dobry sposób na to, aby zabezpieczyć sklep przed kradzieżą? – Monitoring oraz zwiększenie liczby personelu to najskuteczniejsze rozwiązania – podkreśla Konrad Gielżyński, kierownik białostockiego sklepu Kameleon.

Sposoby na lepkie ręce

Większe sklepy sieciowe zazwyczaj inwestują w system monitoringu i bramki. Sprawne funkcjonowanie sprzętu antykradzieżowego zależy od jego jakości, montażu a także od prawidłowego umieszczenie chipu, który nie powinien rzucać się w oczy. Ponadto placówki korzystają również z usług profesjonalnych firm ochroniarskich. Jeżeli chodzi o ekskluzywne i drogie produkty, zazwyczaj umieszcza się je w ogólnie widocznym miejscu, które jest pod stałą kontrolą pracowników sklepu. A w jaki sposób radzą sobie właściciele mniejszych placówek? Ograniczają dostęp do drogich przedmiotów, korzystając z pomocy oszklonej gabloty. Znaczenie ma również liczba sklepowej ekipy. – Niewystarczająca liczba pracowników zwiększa prawdopodobieństwo kradzieży, szczególnie w sklepie o dużej powierzchni – podkreśla Konrad Gielżyński. Podobnego zdania jest Joanna Sadło. – Dwu- lub trzykrotne zwiększenie załogi zminimalizowałoby problem kradzieży do zera – tłumaczy. Niestety, nie jest to takie proste. Więcej pracowników oznacza mniej przestrzeni w sklepie, co może negatywnie wpłynąć na jakość wykonywanej przez nich pracy. Jak więc znaleźć złoty środek? – Korzystając z monitoringu, bramek i usług ochroniarza jednocześnie – podsumowuje Konrad Gielżyński.

Paulina Wasiluk