Jednym z najbardziej charakterystycznych trendów w akwarystyce zauważalnym w pierwszej dekadzie nowego wieku jest tendencja do miniaturyzacji zbiorników, zwana coraz częściej nanoakwarystyką. Przedrostek „nano” – pochodzący od greckiego wyrazu nanos (νάνος), czyli karzeł – stosowany jest w systemie metrycznym do określania jednej miliardowej części danej jednostki, oznacza więc coś bardzo małego
Zwyczajowo do nanoakwariów zalicza się zbiorniki słodkowodne o pojemności do 30 l oraz morskie o pojemności 80-100 l. Moda na ich zakładanie przywędrowała z Dalekiego Wschodu, a konkretnie – z Kraju Kwitnącej Wiśni. W Japonii pielęgnowanie miniaturowych zbiorników akwariowych stanowi – podobnie jak sztuka bonsai – element kultury narodowej. W wielu tamtejszych firmach obowiązkowe dla każdego pracownika jest posiadanie na biurku takiego akwarium i troskliwa opieka nad nim. Regularnie ogłaszane konkursy wyłaniają zwycięzcę, który otrzymuje pokaźną premię pieniężną. Japońscy pracodawcy – zapewnie nie bez racji – uważają bowiem, że umiejętność stworzenia i utrzymania wyjątkowej podwodnej kompozycji odzwierciedla i rozwija pożądane cechy charakteru pracownika, takie jak sumienność, kreatywność i zaangażowanie w powierzone obowiązki. Moda na nanoakwarystykę padła na wyjątkowo podatny grunt. Swoistym znakiem naszych czasów jest bowiem nieustanna pogoń za pieniędzmi, karierą i samorealizacją. Ponieważ często pracujemy po kilkanaście godzin na dobę, nie wystarcza nam czasu na „prawdziwe” akwarium. Miniaturowe zbiorniki, które wymagają poświęcenia znacznie mniej czasu i pieniędzy, szturmem zdobyły więc sympatię akwarystów. Ze sklepów wkroczyły na salony – regularnie pojawiają się w magazynach designerskich, pismach lifestylowych, a nawet w prasie codziennej. Fascynują i budzą zainteresowanie nie tylko wśród zdeklarowanych hobbystów, ale i zwykłych ludzi. Na trwałe wpisały się we współczesną kulturę i śmiało można powiedzieć, że dzięki nim nastąpiła reaktywacja akwarystyki, która ponownie – jak niegdyś za sprawą akwariów holenderskich i japońskich – awansowała w powszechnej opinii z pozycji dziecięcego hobby do rangi dzieła sztuki.
Nanoakwaria i… krewetki
Modę na zakładanie małych zbiorników akwariowych napędza również olbrzymia popularność, jaką w ostatnich latach cieszą się wśród akwarystów karłowate krewetki słodkowodne. Te pełne uroku skorupiaki pojawiły się w handlu przed niespełna ćwierćwieczem i szybko awansowały do rangi ulubionego obiektu hodowli całych rzesz hobbystów. Obecnie są dostępne w dziesiątkach gatunków, odmian i form barwnych. Wręcz idealnie nadają się do pielęgnacji w typowych nanoakwariach. Mamy tu więc do czynienia z typowym efektem synergistycznym: popularność krewetek dodatkowo zwiększa zainteresowanie małymi zbiornikami i na odwrót – moda na te ostatnie stymuluje zainteresowanie kolorowymi skorupiakami jako ich idealnymi mieszkańcami.Krewetki to jednak nie wszystko. Małe akwaria są niezwykle popularne wśród aquadesignerów, którzy tworzą w ich wnętrzu nieprawdopodobne wręcz podwodne kompozycje zarówno w stylu japońskim, jak i bardziej freestylowe, zbliżone do zbiorników holenderskich. Moda ta wywołuje z kolei popularność poszczególnych gatunków roślin, w szczególności tych „kompaktowych”, sprawdzających się w ograniczonej przestrzeni małych zbiorników. Na topie są wszelkiego rodzaju mchy, wątrobowce oraz tzw. gatunki trawnikowe, czyli niskopienne, z których można tworzyć zwarte, kilkucentymetrowej wysokości murawy. To z kolei napędza popyt na tego typu rośliny, co skutkuje poszukiwaniem i wprowadzaniem do handlu nowych gatunków oraz rozwojem nowoczesnych technologii uprawy, takich jak np. kultury in vitro. Trend „nano” nie ominął również akwarystyki morskiej. Tutaj głównym magnesem przyciągającym potencjalnych nabywców jest relatywna taniość tego typu zbiorników. Podczas gdy klasyczne, duże akwarium morskie nadal pozostaje dość znacznym wydatkiem (choć ta gałąź akwarystyki upowszechnia się i sukcesywnie tanieje), zbiornik o pojemności 20-30 l można założyć już kosztem kilkuset złotych. Stanowi on więc możliwość niedrogiego dołączenia do rzeszy fanów akwarystyki słonowodnej i przetestowania swoich sił w tym hobby.
Nanoakwaria to megabiznes
Jak wynika z powyższego, nanoakwaria mają dziś bardzo szerokie zastosowanie. Błyskawicznie zauważył to przemysł zoologiczny. Producenci sprzętu akwarystycznego natychmiast wyszli naprzeciw nowej modzie i w sklepach zoologicznych wręcz zaroiło się od maleńkich, pomysłowo wyposażonych zestawów zarówno słodkowodnych, jak i morskich. Wraz z akwariami oferowany jest specjalistyczny osprzęt, a nawet „nanopreparaty” do przygotowania wody i „nanopokarmy” dla zwierząt. Co więcej, produkowane są specjalne „nanodekoracje” i sprowadza się miniaturowe gatunki roślin i zwierząt. Słowem, nanoakwarystyka stanowi jedną z najważniejszych i – obok akwarystyki morskiej – najszybciej rozwijających się gałęzi biznesu akwarystycznego. Można było przekonać się o tym podczas ostatniej edycji targów Interzoo w Norymberdze [maj 2010 – przyp. red.], gdzie maleńkie, kunsztownie wyposażone i urządzone zbiorniczki spotykało się dosłownie na każdym kroku. Nanoakwarystyka jest więc dzisiaj niezwykle modna, a dodatkowo lansują ją i wspierają rzesze producentów i aquadesignerów.
Zwierzęta do nanoakwariów
W nanoakwariach można hodować wiele różnorodnych zwierząt. Prym wśród nich wiodą wspomniane już karłowate krewetki. Skorupiaki te są tak popularne, że ich hodowlą, rozmnażaniem i specjalistyczną selekcją zajmuje się specjaliści na całym świecie, wprost prześcigając się w tworzeniu nowych odmian. To intratny biznes, bowiem te ostatnie zyskują często astronomiczne ceny. Dość wspomnieć, że szczęśliwiec, któremu udało się przed 15 laty zdobyć tak popularną obecnie krewetkę Crystal Red, za pierwsze sprzedane okazy kupił sobie nowe ferrari. Również i dziś za maleńką, nową na rynku krewetkę trzeba często zapłacić kilkaset euro (a niekiedy i więcej). Do najmodniejszych należą obecnie bardzo wysoko wyselekcjonowane odmiany gatunku Caridina cf. cantonensis, takie jak Black Tiger, Wine Red, Panda czy King Kong. Do łask wracają przedstawiciele rodzaju Neocaridina wśród których uzyskuje się ostatnio ciekawe odmiany barwne. Kopalnią nowych gatunków dzikich krewetek są jeziora indonezyjskiej wyspy Sulawesi, gdzie prowadzi się intensywne poszukiwania i badania nad tymi maleńkimi skorupiakami. Oprócz krewetek w nanoakwariach hoduje się też inne skorupiaki. Furorę w ostatnim czasie robią miniaturowe raczki z rodzaju Cambarellus. Te pochodzące z południowej części Ameryki Północnej (Meksyk i południowe stany USA) bezkręgowce osiągają zaledwie kilka centymetrów długości i stanowią wdzięczny obiekt hodowli akwariowej. Poza skorupiakami popularne są również rozmaite ozdobne ślimaki. Wiele osób nie potrafi wyobrazić sobie akwarium – nawet w rozmiarze „nano” – bez ryb. I tutaj rynek nie pozostał bierny wobec trendów. Prawdziwy renesans przeżywają bardzo małe gatunki ryb idealnie nadające się do zbiorników o pojemności 20 czy 30 l, takie jak drobne żyworódki (a zwłaszcza gupiki Endlera), karpieńcowate (np. razbory) czy kąsaczowate (neony, drobne bystrzyki i zwinniki). Pojawiają się również całkiem nowe gatunki, w poszukiwaniu których specjaliści eksplorują niezbadane dotąd akweny na całej kuli ziemskiej. Prawdziwym hitem ostatnich lat jest odkryta w 2006 roku maleńka rybka z gatunku Danio margaritatus, wprowadzona do handlu jako mikrorazbora Galaxy. Jej wspaniałe kolory i kompaktowe rozmiary sprawiły, że w ciągu kilku miesięcy stała się poszukiwana na całym świecie, zaś pierwsze dostępne osobniki były oferowane w dość wysokich cenach. Popyt na małe ryby nadające się do nanoakwariów nie ominął akwarystyki morskiej. Obecnie odławia się i importuje całe mnóstwo gatunków, których do niedawna próżno było szukać w sklepach. W przypadku ryb rozmnażających się w akwariach ich hodowcy poszukują nowych, ciekawych odmian. Niedawno do handlowych perełek należały np. „platynowe Nemo”, czyli popularne błazenki, ale o ciele w kolorze płynnego srebra. Jeszcze kilka miesięcy temu za parę takich ryb trzeba było zapłacić nawet 4 tys. zł, a więc kilkadziesiąt razy więcej niż za zwykłe „Nemo”. W modzie są także „kompaktowe” gatunki bezkręgowców osiadłych, takie jak choćby Ricordea florida czy Stichodactyla tapetum.
Nanoakwaria – jak na tym zarobić?
Jak wynika z powyższego, nanoakwarystyka to obecnie świetnie prosperująca gałąź biznesu. Warto to wykorzystać, komponując ofertę sklepu zoologicznego. Nie powinno zabraknąć w niej przede wszystkim gotowych, kompletnie wyposażonych zestawów do zakładania nanoakwariów – pamiętajmy, że w dzisiejszych czasach klienci bardzo lubią „gotowe” rozwiązania podane na tacy. Aby dodatkowo rozbudzić ich zainteresowanie, można urządzić w sklepie kilka takich zbiorników i wyeksponować je np. na ladzie. To potencjalna możliwość dodatkowego zysku, bowiem niektórzy klienci mogą być zainteresowani nabyciem już urządzonego akwarium. Oczywiście, jeśli oferujemy same zbiorniki, należy zadbać, aby w sklepie znalazły się dekoracje, rośliny i zwierzęta do nich odpowiednie. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie zajmują one wiele miejsca, np. krewetki można eksponować równolegle z rybami akwariowymi. Jeżeli zauważymy, że nanoakwaria dobrze się u nas sprzedają, warto dodatkowo rozszerzyć ofertę o liczne specjalistyczne wyroby, takie jak wspomniane już preparaty, pokarmy i inne środki.
Wabi kusa – nowa moda?
Tytułem zakończenia warto wspomnieć o stosunkowo nowym trendzie z pogranicza ogrodnictwa i akwarystyki, który z czasem może stać się kolejną ogólnoświatową modą. Mowa o wabi kusa. Nazwa ta pochodzi z języka japońskiego: słowo „wabi” oznacza prostotę w ujęciu estetycznym, zaś „kusa” to dosłownie trawa. Aranżacja ta polega na stworzeniu w bardzo płytkim naczyniu czegoś na kształt wystającej ponad wodę kępy roślin emersyjnych. Zgodnie z nazwą w swej pierwotnej formie styl ten jest niezwykle prosty i oszczędny – w zasadzie wykorzystuje się tu tylko rośliny bez dodatku kamieni i korzeni. Miłośnicy wabi kusa bardzo szybko zaczęli jednak eksperymentować i obecnie spotyka się liczne odstępstwa od wspomnianej reguły. W aranżacjach wykorzystuje się najrozmaitsze korzenie i kamienie. Jedną z aberracji wabi kusa jest „przesunięcie” tego stylu w kierunku akwarystyki, poprzez wykorzystanie głębszego zbiornika i połączenie nadwodnej, emersyjnej kompozycji roślin z aranżacją podwodną. Stwarza to olbrzymie możliwości artystyczne, jednak pielęgnacja i utrzymanie takiego „podwójnego”, łączonego zbiornika nie należy do najłatwiejszych, wymaga od aquascapera niemałej wiedzy i niesie ze sobą liczne wyzwania. Warto więc śledzić rozwój stylu wabi kusa, bo kto wie? Być może już niedługo dorówna on popularnością klasycznej nanoakwarystyce?
autor: Paweł Zarzyński