Z doktorem nauk weterynaryjnych Tomaszem Piaseckim, który współpracuje z kilkoma wrocławskimi sklepami zoologicznymi rozmawia Adrian Klementowski
Współpraca sklepów zoologicznych z lekarzami weterynarii to zjawisko stosunkowo młode. Czy właściciele sklepów chętnie się na nią decydują?
Czasem właściciele sklepów zoologicznych sądzą, że lekarz chce od nich wyciągnąć pieniądze. Niemniej jednak coraz więcej sklepów decyduje się na współpracę, a po pewnym czasie widoczne są już wymierne korzyści. Nowo wprowadzane zwierzęta do sklepu narażone są na wiele czynników stresowych, zanim trafią do właściciela, muszą przebyć długą drogę: od hodowcy, przez pośrednika docierają do sklepu. Zatem już na wstępie kilkakrotnie zmienia się im karmę, miejsca pobytu. Do tego dochodzi transport. Każdy stres działa immunosupresyjnie. Tak samo jak u ludzi, duży stres obniża odporność, jeśli do tego przemarzniemy i kilkakrotnie zmienimy kuchnię, to mamy gwarantowane przeziębienie i problemy z żołądkiem. Dlatego tak ważne jest, żeby weterynarz kontrolował stan zdrowia zwierząt w sklepie i zapewniał warunki, które pomogą się im zaadaptować w nowym miejscu.
Jak taka współpraca wygląda?
Przede wszystkim lekarz bada nowe zwierzęta w sklepie, podaje im preparaty witaminowe ograniczające działalność stresu przejściowego, gwarantuje odpowiednie żywienie i obserwuje. Gady dodatkowo bada się w kierunku obecności pasożytów, zwłaszcza jeżeli z dokumentów Citesowych wynika że pochodzą z odłowu. Z mojego doświadczenia wynika, że większość gadów należy odrobaczać. Sklep nie jest jednak miejscem do leczenia zwierząt, a konsultacje weterynaryjne mają za zadanie zapewnić warunki, w których zwierzęta po prostu nie będą chorowały. Dlatego sklepy, z którymi współpracuję, zapewniają swoim klientom bezpłatną wizytę u lekarza weterynarii w ciągu tygodnia od zakupu. Jest to rodzaj tygodniowej gwarancji. Jeżeli weterynarz zauważy, że zwierzątko jest chore, to sklep ma obowiązek wymienić je na inne albo oddać pieniądze, a chore zwierzę zabrać. Taki mechanizm wzbudza zaufanie klientów i dobrze wpływa na wizerunek sklepu.
Czy poza opieką nad zwierzętami szkoli Pan również personel?
Problem polega na dużej rotacji załogi w sklepach zoologicznych. Jeśli zespół jest w miarę stały, spotykam się z pracownikami i szkolę ich w zakresie pierwszych oznak chorób, ale też przekazywania informacji na temat opieki nad danymi zwierzętami nowym
właścicielom. Ważne, żeby wiedza personelu była zbieżna z wiedzą weterynaryjną. Pracownicy mają również obowiązek dokształcać się we własnym zakresie na temat konkretnych działów, którymi się zajmują. Obecnie pracujemy nad stworzeniem własnych „instrukcji obsługi” zwierząt, które to wskazówki będą dołączane do zakupu.
Każdy towar, który chce się dobrze sprzedać, trzeba umiejętnie wyeksponować. Jak skutecznie zaprezentować zwierzęta i jednocześnie zminimalizować ich stres?
Największy problem z pogodzeniem tych dwóch elementów mają duże, galeriowe sklepy zoologiczne. Zwierzęta są tam w bardzo pomysłowy sposób prezentowane, ale koniecznie oprócz klatek musi je osłaniać dodatkowa szyba. W centrach handlowych problemem jest też światło, którego czasem w ogóle się nie wyłącza, co bardzo niekorzystnie odbija się na zdrowiu zwierząt. Nawet jeśli dział z żywymi zwierzętami jest stosunkowo dobrze ulokowany, to nocą często wypakowuje się towar. Poza tym wiele sklepów, chcąc przyciągnąć klientów, eksponuje zwierzęta w witrynach. Miałem okazję się przekonać, jaki jest tego efekt w jednym ze sklepów, z którymi współpracuję. W witrynie zaprezentowano arę, po pewnym czasie ptak zaczął się wyskubywać, doprowadził się niemal do samozniszczenia. Przyczyna była prosta, witryna znajdowała się naprzeciw marketu spożywczego. Nawet po godzinach pracy sklepu zoologicznego, witrynę z papugą mijało mnóstwo klientów marketu, a w nocy pracownicy centrum również nie dawali ptakowi możliwości odpoczynku. Dopiero po założeniu żaluzji, którą spuszczano na noc, problem został rozwiązany. Personel sklepów zoologicznych musi pamiętać o jeszcze jednej istotnej sprawie. Zwierzęta w klatkach ekspozycyjnychpowinny mieć swoje miejsce, w którym mogą się przespać, odpocząć. Wiadomo, że każdy właściciel sklepu chciałby, żeby były aktywne 24 godziny na dobę. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak dużo snu potrzebują zwierzęta, np. szczur przesypia w ciągu doby 18 godzin.
Z jakimi chorobami zwierząt najczęściej spotyka się personel sklepów zoologicznych?
Wśród gryzoni najczęstsze problemy są związane z układem pokarmowym, jest to grupa zwierząt, dla których zmiany pokarmu są bardzo niebezpieczne. Najlepszym sposobem na zminimalizowanie tego zagrożenia jest współpraca z jednym lub kilkoma stałymi hodowcami. Hodowcy karmią zwierzęta karmami półprzemysłowymi, nie są to karmy z najwyższej półki, ale ważne, żeby radykalnie nie zmieniać diety zwierząt na pokarm bardzo dobrej jakości. W punktach, które prowadzę, wypracowaliśmy bardzo skuteczny mechanizm. Sklepy dostają karmę od hodowcy razem z zakupionymi zwierzętami. Ten sam pokarm sprzedaje się klientom
jako pakiet startowy, dopiero po dwóch tygodniach w domu proponuje się stopniowe przejście na właściwą karmę, czyli w pierwszym dniu należy dodać 25 procent nowej karmy, w drugim stosunek ten powinien wynosić 50 procent, w trzecim podaje się już tylko 25 procent starej karmy i dopiero w czwartym dniu zwierzę dostaje nową karmę w 100 procentach. Dzięki tej metodzie właściciele sklepów unikają strat i przykrych sytuacji, w których niezadowolony klient wraca do sklepu, informując, że zwierzę zachorowało bądź po prostu zdechło.
Czy niektóre ze zwierzęcych przypadłości sprzedawcy mogą wyleczyć sami?
Rola sprzedawcy ogranicza się do redukowania przyczyn chorób. Zwykle jeśli zwierzę już zachoruje, to sprzedawca nie poradzi sobie bez interwencji lekarza weterynarii. W przypadku najprostszych chorób, takich jak katar czy przeziębienie, potrzebne są antybiotyki, które zaaplikować może tylko weterynarz. Personel sklepu musi zadbać, żeby nie było przeciągów, które takie katary powodują. Ta sama sytuacja dotyczy wspomnianych wcześniej biegunek u gryzoni. Jeśli sprzedawca właściwie karmi zwierzęta, nie będzie mu potrzebna wiedza, jak radzić sobie z problemami układu pokarmowego. W przypadku chorób skóry (strupy, wyłysienia, wszelkiego rodzaju grzybice) należy natychmiast wstrzymać sprzedaż zwierząt. Część tych chorób to zoonozy, przenoszą się na ludzi, przeważnie na dzieci, które najczęściej bawią się ze zwierzętami.
Czy w ofertach sklepów znajdują się gatunki zwierząt, które z różnych względów nie powinny być sprzedawane?
Klienci szukają coraz większej egzotyki. Problem polega na tym, że gatunki trudne w opiece powinny trafić do konesera, a nie do osoby, która chce je mieć z czystego snobizmu. Najwłaściwszym rozwiązaniem jest posiadanie zwierząt bardzo egzotycznych w ofercie na zamówienie. Sprzedając rzadkie gatunki, trzeba poinformować klienta o wszystkich konsekwencjach takiego zakupu. Coraz bardziej popularne stają się np. pieski preriowe, niewielu sprzedawców informuje, że jest to zwierzę stadne, poza tym bardzo lubi kopać. Ten, kto chce mieć te zwierzęta w domu, powinien zapewnić im np. system rur imitujących nory. Niektóre zwierzęta mają bardzo konkretne potrzeby żywieniowe. Sprzedając np. gwarki, sklep powinien w swojej ofercie posiadać również właściwy pokarm dla tych ptaków. Innymi słowy, sprzedający ponosi odpowiedzialność za zwierzęta, które oferuje. W polskich sklepach pojawiły się ostatnio również małpki. Bardzo niebezpieczne zwierzęta. Miałem niedawno okazję się o tym przekonać. Kapucynka, która bardzo tolerowała swojego właściciela, nie mogła zaakceptować jego żony. Na pewnym etapie cyklu płciowego małpka pogryzła tą kobietę.W ofertach dostępne są również szopy pracze. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że jest to zwierzę o chwytnych
łapach, może otworzyć szuflady, wyrzucić wszystko na zewnątrz i jeszcze ugryźć. Nabywca rzadkich zwierząt powinien posiadać ogromną wiedzę na temat danego gatunku.