O obserwowaniu zmian w branży zoologicznej, bliskim kontakcie z klientami, słuchaniu pochwał i krytycznych uwag i robieniu z nich użytku z Bogumiłą Jankiewicz, współwłaścicielką firmy Aquael, rozmawia Łukasz Smolarek
Łukasz Smolarek: Na początku naszej rozmowy proszę przyjąć gratulacje z okazji 25-lecia firmy Aquael. Piękny jubileusz…
Bogumiła Jankiewicz: Rzeczywiście, chociaż zdawałoby się, że to wszystko zdarzyło się tak niedawno. Gdyby ktoś 25 lat temu próbował nas przekonać, że tak rozwiniemy naszą działalność, na pewno nikt z nas by w to nie uwierzył.
25 lat istnienia firmy to ćwierć wieku zbierania doświadczeń, obserwowania zmian w zoologii. Co dały Pani te lata?
Ogromny bagaż doświadczeń, których nie dałoby się zebrać, gdybym nie żyła problemami branży lub była daleko od klientów. Jako firma zawsze w swoich działaniach reagowaliśmy zarówno na pochwały, jak i na krytyczne uwagi ze strony klientów. Staraliśmy się robić z nich użytek. W ten sposób wszyscy nasi klienci mają swój udział w podnoszeniu jakości produktów firmy Aquael..
Do dziś z sympatią wspomina Pani pierwsze, własnoręcznie wykonane, tzw. brzęczyki. Te czasy chyba nie wrócą…
Na pewno nie wrócą, ale z sentymentem wspominam różne sytuacje z giełdy czy spotkania z klientami, jak również to, że do dzisiaj niektórzy z naszych sąsiadów zwą nas „Brzęczykami”. Rozwój był koniecznością. Kiedyś owe brzęczyki, co dziś trudno sobie wyobrazić, sprzedawały się nawet bez opakowań. Obecnie bogata, ciekawa oferta oraz marketing ogólnie pojęty to elementy, bez których wręcz niemożliwe byłoby istnienie firmy.
Rok 1989. Przełom w kraju i w Europie. Czy przełom także w firmie Aquael?
Oceniam te czasy jako trudne dla producentów, choć właśnie wtedy powstało wiele hurtowni, a handel wydawał się rzeczą łatwiejszą. Planowaliśmy nawet z mężem jego wyjazd za ocean, ale powinnam chyba podziękować panu konsulowi, który odmówił mu wizy. Wtedy zdecydowaliśmy się przerwać budowę domu, a wszystkie uzyskane ze sprzedaży mieszkania pieniądze włożyliśmy w firmę. Całe szczęście inwestycja się opłaciła, gdyż bardzo szybko wprowadziliśmy do sprzedaży pierwsze polskiej produkcji akwariowe filtry turbinowe, które równie szybko zaczęliśmy eksportować jako „produkt niemiecki”. Potem pierwszy udział w targach Interzoo zaowocował kontaktami i współpracą z krajami spoza naszego kontynentu.
Gospodarka wolnorynkowa i… ludzie nagle zaczynają wybierać gotowe produkty. Klient chciał czegoś więcej czy wyścig producentów zaoferował mu nowe rozwiązania?
Wraz ze zmieniającymi się warunkami zmieniają się też oczekiwania rynku. Klient staje się coraz bardziej wygodny i chce multifunkcjonalnych rozwiązań oraz produktów z serii plug & play. Dlatego np. w swojej ofercie mamy aż sześć różniących się ceną i wyglądem zestawów akwariowych oraz chyba najwygodniejszych w eksploatacji bezproblemowych filtrów kanistrowych.
Dziś Aquael to trzy zakłady produkcyjne i ponad 400-osobowy zespół. Zarządzanie tak liczną grupą ludzi chyba nie należy do najłatwiejszych zadań?
To rzeczywiście nie było i nie jest łatwe zadanie, gdyż oboje z mężem zaczynaliśmy naszą działalność zaraz po studiach, nie mając żadnego doświadczenia i chyba tylko dzięki zasadom i uczciwej, ciężkiej pracy udało się nam pozyskiwać dobrych, lojalnych współpracowników. Niektórzy z nich są z nami prawie od początku. Mieliśmy duże szczęście. Trafialiśmy na ludzi, którzy potrafili utożsamiać się z firmą i żyć jej problemami. Dziś, tą drogą, pozwolę sobie wszystkim podziękować. To właśnie oni, tylko pod naszym nadzorem, są współtwórcami wszystkiego, z czym kojarzy się Aquael.
Aktualnie ponad 70 proc. waszej produkcji trafia na eksport. Eksportujecie do ponad 20 krajów świata. Uważa się Pani za człowieka sukcesu?
Na pewno jestem w pewnym sensie człowiekiem sukcesu, gdyż nie każdemu jest dane mieć tyle szczęścia w życiu, by równolegle z rozwojem firmy mieć równie „rozwojową”, szczęśliwą rodzinę.
Znając specyfikę zoologii w innych krajach, jak określiłaby Pani obecne miejsce polskiej zoologii? Daleko nam do najlepszych?
Nie podoba mi się to pytanie, gdyż wypływa ono z typowych dla wielu Polaków kompleksów niższości. Uważam, że wcale nie jesteśmy gorsi, wręcz przeciwnie, potrafimy być bardziej niż inni innowacyjni, a już na pewno jeśli chodzi o produkty akwarystyczne. A branża zoologiczna w Polsce? Jak w każdym innym kraju, jest specyficzna. Na pewno trudno jest porównywać struktury rynków, gdyż np. w Niemczech jest coraz mniej hurtowni, a znaczący udział w rynku mają duże sieci sprzedaży detalicznej, które są też inaczej niż w Polsce lokalizowane.
Znamy nasze miejsce w europejskim szeregu. Jaki jest stan zoologii na lokalnym podwórku?
Myślę, że jeśli chodzi o trendy czy udział grup towarowych w sprzedaży, to wyraźnie szala przesuwa się na korzyść asortymentu dla psów i kotów. Jest to związane z tzw. syndromem pustego gniazda. Starzejące się społeczeństwo, rosnąca liczba osób samotnych czy tzw. singli sprawiają, że ludzie chcą mieć żywą istotę, którą można przytulić, pogłaskać… Rybka tych wymagań nie spełnia. Poza tym polski rynek produktów dla zwierząt charakteryzuje się wielkim potencjałem. Coraz więcej właścicieli czworonogów rozumie potrzebę karmienia swych zwierząt dobrymi jakościowo pokarmami i zaopatrywania się w różne akcesoria.
Proszę uwypuklić główne problemy, z którymi boryka się nasza branża?
Myślę, że są to problemy wynikające z kryzysu, dotykającego naszą branżę tak jak każdą inną, jak również trudności natury legislacyjnej. Mam na myśli zakaz sprzedaży preparatów zwalczających ślimaki, glony i preparatów leczniczych dla ryb. Ważne, aby umieć elastycznie reagować na te problemy, np. kreując tzw. produkty kryzysowe, ekonomiczne, a także intensyfikować wspólne działania.
Wiem, że wraz z mężem „walczycie” Państwo o nowy kształt i wizerunek akwarystyki. Jakie działania podejmujecie, aby sprostać nowym wyzwaniom?
Wydaje nam się, że aby utrzymać poziom zainteresowania akwarystyką, musimy edukować odpowiednie grupy wiekowe, dlatego eksperymentujemy w wybranych w Warszawie i okolicy szkołach podstawowych oraz w gimnazjach. Przeprowadzamy cykle lekcji o ciekawych rybach, ich zachowaniach oraz o wpływie, jaki wywiera zajmowanie się tymi stworzeniami na psychikę i zachowania dzieci. Po pierwszych doświadczeniach wiemy, że to dobry pomysł, wymagający kontynuacji, bo spotkał się z żywym zainteresowaniem zarówno ze strony dzieci, jak i młodzieży.
Inną formą krzewienia tego bezpiecznego hobby jest organizowanie wystaw, jak np. ta ostatnia w warszawskim zoo. A najnowszym zestawem akwariowym REEFMAX chcemy pokazać, że akwarystyka morska, która się ludziom bardziej podoba, a uchodzi za kosztowne hobby, ma szansę być nieskomplikowaną i dostępną cenowo pasją dla wszystkich, których zachwyca.
Jednym z etapów popularyzacji akwarystyki w wydaniu firmy Aquael jest próba nauki klientów poprzez własną sieć sklepów. To nowa karta w działalności firmy?
Można tak powiedzieć, ale nie do końca, gdyż pierwszy sklep AQUAELZOO istnieje w Warszawie już od paru lat, a od ubiegłej jesieni postanowiliśmy otworzyć placówki w całej Polsce, czyniąc swoją ofertę (zwłaszcza części zamienne) dostępną w każdym większym mieście. Jest to jedyna droga umożliwiająca pełną ekspozycję naszej bardzo bogatej oferty. Poza tym sklepy dostarczają nam dodatkowo rzetelnych informacji i danych, które trudno byłoby w inny sposób zdobyć.
Obecnie w kraju funkcjonuje już 16 placówek firmy. Czy w planach są kolejne inwestycje?
Nie mówimy nie, bo jeszcze kilka miast zostało, ale obecnie planujemy jakby „powrót” do wszystkich otwartych placówek i dopracowanie ich poziomu, aby mogły być wizytówką firmy, która jest w jakiś sposób skazana na „dożywocie” przy akwarystyce i w tych sklepach ma mieć znaczące miejsce.
Sprzedaż detaliczna umożliwia poznanie potrzeb i problemów klientów. Jednym z nich może stać się wkrótce brak leków stosowanych w akwarystyce. Na jakim etapie jest ta sprawa?
To bardzo trudny temat, nad którym od paru lat pracuje Stowarzyszenie Producentów, ale w okresie tzw. przejściowym sytuacja nie była tak dotkliwa jak ten absolutny zakaz. Dlatego została opracowana petycja z konkretnymi propozycjami, którą wraz z dodatkowo zebranymi opiniami autorytatywnych instytucji i osób skierujemy do odpowiednich urzędów.
Na koniec proszę dokończyć zdanie: Najważniejsze w życiu jest…
Oczywiście, szczęście, w pełnym tego słowa znaczeniu, które potrafimy wspierać intuicją, cierpliwą pracą, umiejętnością dostosowywania się.