Czy debatę nad kondycją sklepów zoologicznych czas odłożyć do lamusa? Jak ważne dla współczesnego klienta są zamierzchłe czasy, kiedy lokomotywą branży były małe osiedlowe sklepiki? Gdzie istnieje granica między sklepem, w którym klienci spotykali się na pogaduszki, a sklepem, który często określamy jako bezosobowy? Wiele jest pytań o rozwój placówek zoologicznych, a odpowiedzi?
– Jestem trochę rozczarowany drapieżną komercjalizacją zoologii. Niepokoi mnie zjawisko znikania małych osiedlowych sklepików – opowiada Sławomir Samkowski, właściciel firmy Animal Service. Postęp wymaga ofiar – mawiają liczni. Moralny postęp to nie wytwór wyobraźni, a wynik wolnego obrotu towarami i usługami, wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami czy wolnego obrotu kapitałem oraz środkami produkcji. – Sklepy zoologiczne zmieniają swój wizerunek. Przemiany społeczno-gospodarcze przyśpieszyły tylko to zjawisko. Mało kogo zadowala ciasne i ciemne M1. Klient oczekuje czegoś więcej. Tu liczy się wartość dodana – podkreśla Stefan Versele, distribution manager w firmie Versele-Laga.
Tradycja czy nowoczesność
Historia sklepu? – Stare czasy – z uśmiechem wspomina Mirosław Skwierawski, właściciel sieci zoologicznej Zoo Karina. – Rano zbierało się towar, przywoziło do sklepu i wstawiało na półki. Nie było mowy o kupowaniu na zapas, z wyprzedzeniem, brakowało na to środków finansowych. Nie brano pod uwagę szeroko pojętej ekonomii. O obliczaniu kosztów transportu nikt nie myślał – dodaje pan Mirosław. Przyprószony siwizną biznes to potocznie hiszpańska guerrilla, czyli partyzantka. Co pozostało z dawnych lat? Giełdy, bastiony minionych czasów, a także niezreformowane sklepiki, w których brak wykwalifikowanej kadry, przestrzegania norm techniczno-sanitarnych, cierpiące na deficyt miejsca. Żywe zmiany w branży mają swe odzwierciedlenie w wizerunku nowoczesnego sklepu zoologicznego. Pan Mirosław Skwierawski uzupełnia, że przez te lata handel stał się profesjonalnym biznesem. Dziś prowadzi się rozmowy handlowe, podpisuje długoterminowe umowy, negocjuje. Wtóruje mu Marceli Oziębło, wiceprezes zarządu sieci Kakadu, który uważa, że to rozwój dużych centrów handlowych przyczynił się do powstania nowoczesnych sklepów handlowych, które odniosły ogromny sukces i mocno wyprzedziły tradycyjne placówki zoologiczne. Nowoczesne sklepy zoologiczne tworzą sieci, zlokalizowane głównie w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Marceli Oziębło uważa, że warto łączyć siły: – My wnikliwie obserwowaliśmy zmiany zachodzące na detalicznym rynku zoologicznym w Polsce. Zamierzeniem właścicieli było stworzenie największej sieci sklepów zoologicznych i budowa marki na terenie całej Polski. Połączone siły (Anna Zoo – 4 sklepy, Pyszczak – 3 sklepy i AB Dorosz, Uściński – 12 sklepów) pozwoliły na lepsze zarządzanie spółką oraz na zwiększenie możliwości inwestycyjnych nowych sklepów zoologicznych. Ze zdaniem Marcelego Oziębło utożsamia się też Aneta Puciłowska, koordynator sieci Zoo Natura, która podkreśla, że bardzo ważna jest rozpoznawalność marki na rynku. – Według nas dużym atutem sieci są pewne źródła zaopatrzenia w asortyment, kreatywny marketing, profesjonalny personel, liczne akcje okołosprzedażowe (adopcje, innowacyjny merchandising, promocje) – mówi pani Aneta.
Co w sklepie piszczy?
Marceli Oziębło uważa, że posiadanie większej ilości nowoczesnych sklepów daje wiele korzyści w prowadzeniu biznesu poprzez skalę działania. Ułatwia to pozyskanie lepszych i zarazem tańszych produktów. Wielkość sklepu sprzyja lepszemu ustawieniu towaru, który w bardziej atrakcyjny sposób jest wyeksponowany. Nie bez znaczenia jest też możliwość wprowadzenia wyszkolonego personelu, służącego poradą klientowi. Wszystko to wymaga oczywiście profesjonalnego zarządzania, opierającego się na nowoczesnych rozwiązaniach z zakresu handlu, logistyki, merchandisingu i marketingu przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi, takich jak chociażby system informatyczny. To w przypadku profesjonalnych sieci ze scentralizowanym centrum zarządzania. A co z pojedynczą placówką? Tu schemat powinien być podobny. Dziś klient jest powodem zmian. Świadomy konsument oczekuje wiedzy i kompetentnego personelu, odpowiedniej estetyki placówki, wysokiej jakości sprzedawanych produktów, nowości, nowoczesnych narzędzi informatycznych (strona internetowa, karty płatnicze) i tzw. wartości dodanej (promocje, lekarz weterynarii, groomerstwo).
Dyskonty
Sprzedają towar w ograniczonym asortymencie i po obniżonych cenach, przyciągają klientów agresywną polityką. Często sprzedają towar bez wykładania go na półki, prosto z opakowań zbiorczych umieszczonych na paletach transportowych, co dodatkowo zmniejsza koszty ogólne. Czy ten typ sklepów wpisał się w rzeczywistość naszej branży? Zdecydowanie tak, w wielu miastach (często byłe miasta wojewódzkie, sprzed reformy administracyjnej w roku 1999) dyskonty przejmują rolę lokalnych placówek zoologicznych (niektóre sieci dyskontów: Biedronka, Lidl, Plus, Netto, Globi, POLOmarket, Aldi). Tworząc marki własne, generują wyższe marże niż na przykład produkty markowe. Dzięki rozbudowanemu systemowi placówek oszczędzają na kosztach marketingu (dystrybucja reklamy poprzez własną sieć). Innym kanałem sprzedaży produktów zoologicznych są sieci hipermarketów. Agnieszka Łukiewicz-Stachera, rzecznik prasowy sieci Real, twierdzi, że na przestrzeni lat towary i ich ekspozycja uległy zmianie, począwszy od kilku metrów regałowych, a skończywszy na zamkniętym stoisku przypominającym sklep w sklepie. Warto też zauważyć zmieniające się preferencje zakupowe i rosnącą świadomość klientów. Iwona Magdziarska, właścicielka PPHU Ewenement, podkreśla, że zmiana wizerunku placówek zoologicznych, dostępności do szerokiego asortymentu wynika ze zmian warunków życia w ogóle. Mamy coraz mniej czasu, jesteśmy zabiegani, tempo życia wzrasta. Posilamy się w biegu, jemy przetworzone produkty. Ten model, schemat myślenia i postępowania przenosimy również na czworonożnych przyjaciół. Jako klienci chcemy nowego, wysokiego standardu obsługi, dlatego świadomie oczekujemy ciągłych zmian.
Nowe miejsca sprzedaży
Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2007 roku w Polsce funkcjonowało 396 hipermarketów i 3056 supermarketów. Łacznie super- i hipermarketów jest 3452 co w porównaniu z 2645 sklepami zoologicznymi stawia je na czele wielkościowej i ilościowej piramidy. Nowoczesne placówki już dawno odkryły możliwości, jakie roztacza przed nimi współczesna zoologia (należą do nich Piotr i Paweł, Real, Tesco, Carrefour). – Tu produkty nie powinny się pokrywać – tak o towarach sprzedawanych w kanale nowoczesnym i tradycyjnym opowiada Jarek Malinowski, właściciel sklepu zoologicznego z Lublina. – Jeżeli mój klient kupi w markecie karmę o kilkanaście groszy tańszą, to na pewno nie przyjdzie do mnie – podsumowuje. Przed laty branży FMCG, do której bywa porównywana branża zoologiczna, wieszczono nieuchronny upadek. Wizjonerzy i specjaliści od handlu detalicznego opowiadali o całkowitej konsolidacji placówek handlowych i kresie niewielkich sklepów spożywczych. Czy tak się stało? Nie, być może dlatego, że nie każdy lubi bezosobowość hipermarketu. Nasza branża wyrosła na fundamentach rozmowy, przyjacielskich stosunków i układów. To, że zmiany są potrzebne, wręcz konieczne, wiemy wszyscy. Niewiadomą pozostaje profesjonalizm i świadomość klientów, sprzedawców, osób związanych z marketingiem i zarządzaniem. Musimy chcieć zmian. Wszyscy.